sobota, 8 wrzesień 2007
Walka
- Wewnątrz mnie toczy się straszna walka. Rozgrywa się ona między dwoma wilkami. Pierwszy wilk reprezentuje strach, gniew, zazdrość, smutek, żal, chciwość, arogancję, użalanie się nad sobą, winę, urazę, poczucie niższości, poczucie wyższości, kłamstwa, fałszywą dumę i ego.
Ten drugi reprezentuje radość, pokój, miłość, nadzieję, dzielenie się, spokój, pokorę, uprzejmość, dobrotliwość, przyjaźń, empatię, szczodrość, prawdę, współczucie i wiarę.
Taka sama walka toczy się w tobie i w każdym innym.
Myśleli o tym przez chwilę, po czym jeden wnuk spytał dziadka:
- Który wilk wygra?
Dziadek odpowiedział:
- Ten którego nakarmię.
poniedziałek, 20 sierpień 2007
Drapieżca
C. Castaneda - "Aktywna strona nieskończoności":
"– Co to jest, don Juanie? – zapytałem. – Wszędzie dokoła dostrzegam ulotne, czarne cienie.
– Ach, to właśnie dziki wszechświat – odrzekł. – Niemierzalny, nieliniowy, wykraczający poza sferę języka. Czarownicy starożytnego Meksyku byli pierwszymi, którzy te ulotne cienie ujrzeli, więc zaczęli za nimi podążać. Widzieli je tak, jak ty je teraz widzisz, i widzieli je jako energię w jej ruchu we wszechświecie. I faktycznie udało im się odkryć coś transcendentalnego.
Przestał mówić i spojrzał na mnie. Jego pauzy były zawsze doskonale zaplanowane. Przestawał mówić wówczas, gdy umierałem z ciekawości.
– Co takiego odkryli, don Juanie? – zapytałem.
– Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie – powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. – Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili.
Dokoła nas było bardzo ciemno i to chyba zupełnie przytłumiło moją ekspresję. Gdyby działo się to za dnia, śmiałbym się do rozpuku. W ciemności czułem się bardzo nieswojo.
– Ciemno, choć oko wykol – odezwał się don Juan – ale jeśli spojrzysz dokoła kątem oka, znów zobaczysz, jak dokoła nas skaczą ulotne cienie.
Miał rację. Ciągle je widziałem. Od ich ruchu kręciło mi się w głowie. Don Juan włączył światło; wszystko się rozwiało.
– Tylko dzięki samodzielnym staraniom dotarłeś do czegoś, co szamani starożytnego Meksyku nazywali kwestią nad kwestiami – rzekł don Juan. – Tym razem cały czas owijałem rzeczy w bawełnę, sugerując ci, że jesteśmy przez coś więzieni. I rzeczywiście, coś nas więzi! Dla czarowników starożytnego Meksyku był to fakt energetyczny.
– Dlaczego ten drapieżca zawładnął nami w sposób, o jakim mi mówiłeś, don Juanie? – zapytałem. – Musi istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie.
– Jest wytłumaczenie – odparł don Juan – i to najprostsze na świecie. Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść.
Poczułem, że gwałtownie kręcę głową na boki. Nie potrafiłem wyrazić swego głębokiego zaniepokojenia i niezadowolenia, ale moje ciało zaczęło się poruszać, by dać upust tym uczuciom. Trząsłem się cały, od włosów na głowie po czubki palców stóp, zupełnie bezwolnie.
– Nie, nie, nie, nie – usłyszałem swój głos. – To absurd, don Juanie. To, co mówisz, jest potworne. To po prostu nie może być prawda, ani dla czarowników, ani dla przeciętnych ludzi, ani dla nikogo.
– Dlaczego nie? – zapytał chłodno don Juan. – Dlaczego nie? Bo cię to doprowadza do szału?
– Tak, doprowadza mnie to do szału – odparłem sucho. – Twoje sugestie są potworne!
– No cóż – powiedział – nie wysłuchałeś jeszcze wszystkich moich sugestii. Poczekaj chwilkę i potem oceń, co na ten temat sądzić. Zaraz dostaniesz się w prawdziwą nawałnicę. To znaczy, że twój umysł zostanie wystawiony na zmasowany atak, a ty nie będziesz mógł się poddać i sobie pójść, bo jesteś w pułapce. Nie dlatego, że cię uwięziłem, ale dlatego, że coś ukryte głęboko w tobie nie pozwoli ci odejść, choć jakaś część ciebie po prostu wpadnie w szał. Tak więc, przygotuj się!
Czułem, że mam w sobie coś z masochisty. Don Juan miał rację. Nie wyszedłbym z jego domu za nic na świecie. Mimo to jednak ani trochę mi się nie podobały brednie, które wygadywał.
– Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu – rzekł don Juan. – Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania. Czarownicy są przekonani, że to drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni.
– Ale jak można tego dokonać, don Juanie? – zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. – Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?
– Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! – odparł z uśmiechem. – Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie – fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila.
Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu – ciągnął – odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach.
– To nie o to chodzi, don Juanie, że nie mogę przyjąć tego ot tak – powiedziałem. – Mógłbym to zrobić, ale jest w tym coś tak ohydnego, że mnie po prostu odrzuca. Zmusza mnie do zajęcia w tej sprawie stanowiska oponenta. Jeżeli to prawda, że nas zjadają, jak to się odbywa?
Na twarzy don Juana malował się szeroki uśmiech. Był zadowolony jak wszyscy diabli. Wyjaśnił mi, że czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto.
Zupełnie jak we śnie słyszałem, jak don Juan Matus wyjaśnia mi, że o ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy.
Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom.
Musiało być coś w tym, co mówił don Juan; byłem w tym momencie tak zdruzgotany, że najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się niedobrze.
Po chwili, wystarczająco długiej, bym zdążył dojść do siebie, zapytałem go:
– Ale dlaczego czarownicy starożytnego Meksyku i współcześni czarownicy nic z tym nie robią, choć widzą drapieżców?
– Ani ty, ani ja nic nie możemy z tym zrobić – odrzekł don Juan poważnym, smutnym głosem. – Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud? Wyśmieją cię i wyszydzą, a co bardziej agresywni dadzą ci taki wpierdol, że popamiętasz. I zasadniczo nie dlatego, żeby nie chcieli ci wierzyć. Głęboko w każdym człowieku tkwi atawistyczna, intuicyjna świadomość istnienia drapieżców.
(...)
– Czarownicy starożytnego Meksyku – powiedział – widzieli drapieżcę. Nazwali go latawcem, bo skacze w powietrzu. Nie jest to urzekający widok. To wielki cień, mroczny i nieprzenikniony, czarny cień, który w podskokach przemieszcza się w powietrzu. Potem ląduje płasko na ziemi. Czarowników starożytnego Meksyku niezwykle nurtowało pytanie, kiedy pojawił się on na Ziemi. Rozumowali tak, że człowiek w pewnym okresie musiał być istotą doskonałą, obdarzoną fenomenalnym wglądem, zdolnym do takich wyczynów percepcji, że dziś są one przedmiotem legend. A potem wszystko jakby zniknęło i oto mamy obecnie człowieka uśpionego.
(...)
– Opowiadam, że naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.
(...)
– Ten drapieżca – powiedział don Juan – który jest, rzecz jasna, istotą nieorganiczną, nie jest dla nas tak całkowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. Myślę, że jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przerażający widok, że nawet nic chcemy o tym myśleć. Dzieci, rzecz jasna, czasem się upierają i chcą zwrócić na niego baczniejszą uwagę, lecz wszyscy dokoła zniechęcają je do tego.
(...)
Przewrót czarowników – ciągnął – polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni – koniec, kropka."
poniedziałek, 6 sierpień 2007
Oświata?!
Neale D. Walsch - "Rozmowy z Bogiem II'
"(...) Dlaczego do tej pory nie spojrzeliście wstecz, nie wyciągnęliście nauki z przeszłości i nie postąpiliście inaczej? Odpowiem ci: Ponieważ rozrachunek z przeszłością, jej krytyczna analiza w ramach kształcenia młodzieży groziłaby podważeniem zasadności waszego postępowania.
Młodzi i tak się wam sprzeciwią. Wy po prostu staracie się to ograniczyć w szkole. Dlatego młodzież musi wychodzić na ulicę. Machać transparentami. Drzeć karty powołania. Palić flagi i biustonosze. Cokolwiek, aby zwrócić waszą uwagę, aby do was dotrzeć. Młodzi krzyczą do was: "Musi być jakiś lepszy sposób!" Ale wy nie słuchacie. Nie chcecie słyszeć. I na pewno nie życzycie sobie, aby zaczęli krytycznie ustosunkowywać się do podawanych przez was w klasie faktów.
Wbijcie sobie to do głowy, mówicie. Nie próbujcie kwestionować słuszności naszego postępowania. Po prostu wbijcie sobie do głowy, że my się nie mylimy.
Tak uczycie swoje dzieci. To nazywacie oświatą.
Ale niektórzy twierdzą, że to młodzi ze swoimi szalonymi liberalnymi poglądami doprowadzili do upadku ten kraj i ten świat. Zamienili w piekło. Zepchnęli w przepaść. Zniszczyli naszą kulturę opartą na wartościach, zastępując ją zupełnym “luzem" – “róbta co chceta" i tak dalej. Tego rodzaju moralność wróży zagładę naszego sposobu życia.
Młodzi rzeczywiście niszczą wasz sposób życia. Tacy już są. Waszym zadaniem jest zachęcać ich do tego, a nie powstrzymywać.
To nie młodzi wycinają lasy tropikalne. Oni proszą was, abyście z tym skończyli. To nie młodzi osłabiają warstwę ozonową. Oni proszą was, abyście z tym skończyli. To nie młodzi wyzyskują biedaków na całym świecie. Oni proszą was, abyście z tym skończyli. To nie młodzi gnębią was podatkami, przeznaczając je potem na prowadzenie wojen. Oni proszą was, abyście z tym skończyli. To nie młodzi lekceważą głód i niedostatek, dopuszczając do głodowej śmierci setek ludzi dziennie, podczas gdy jedzenia jest dość, aby wykarmić wszystkich. Oni proszą was, abyście z tym skończyli. To nie młodzi uprawiają politykę zamydlania oczu i manipulacji. Oni proszą was, abyście z tym skończyli. To nie młodzi są seksualnie zahamowani i wstydzą się swoich ciał, zaszczepiając ten wstyd potomstwu. Oni proszą was, abyście z tym skończyli. To nie młodzi ustanowili system wartości, w którym "silniejszy ma rację", oraz świat, który gwałtem rozwiązuje problemy. Oni proszą was, abyście z tym skończyli.
Więcej, oni nie proszą... oni błagają.
Ale to młodzi stosują przemoc! Wstępują do gangów i zabijają się nawzajem! To młodzi mają w nosie prawo i porządek – wszelki porządek. To młodzi doprowadzają nas do szału!
Gdy świat pozostaje głuchy na ich wołania, na ich prośby – gdy widzą, że ich sprawa jest przegrana - że wy i tak postawicie na swoim – młodzi ludzie, którym nie brak rozumu, wykonują następne sprytne posuniecie. Skoro nie mogą was pokonać, muszą do was dołączyć.
Upodabniają się do was w zachowaniu. Jeśli są gwałtowni, to dlatego, że wy tacy jesteście. Jeśli stają się materialistami, to dlatego, że was naśladują. Jeśli wariują, to dlatego, że wy dajecie im przykład. Jeśli używają seksu w sposób nieodpowiedzialny, do zaspokojenia własnych ambicji, to dlatego, że dostrzegają to u was. Różnica miedzy nimi a starszymi sprowadza się do tego, że młodzi z niczym się nie kryją.
Starsi się maskują. Łudzą się, że młodzi ich nie przejrzą. Ale młodzi są spostrzegawczy. Nic nie ujdzie ich przenikliwości. Widzą zakłamanie starszych i rozpaczliwie próbują to zmienić. Ale po kolejnych porażkach rozumieją, że nie ma innego wyjścia jak pójść w ślady dorosłych. I w tym się mylą, ale nigdy inaczej ich nie uczono. Nie pozwolono im krytycznie ocenić postępowania dorosłych. Wymagano od nich wyłącznie zapamiętywania. Co zapamiętujesz, zarazem upamiętniasz.
Zatem jak powinniśmy kształcić młodzież?
Przede wszystkim, dostrzeżcie w nich duchy, duchy, które przyjmują fizyczne ciało. Nie jest to dla ducha łatwe, trudno mu się do ciała przyzwyczaić.
To drastyczne ograniczenie. Dlatego dziecko płacze z powodu narzuconych mu ciasnych ram. Usłysz jego płacz. Zrozum go. I daj swoim dzieciom jak najwięcej poczucia "swobody".
Następnie, łagodnie i troskliwie, zapoznaj je ze światem, jaki stworzyliście. Uważaj na to, co umieszczasz w ich obwodach pamięci. Dzieci rejestrują wszystko, co widza, czego doświadczają. Po co dajecie dziecku klapsa zaraz po przyjściu na świat? Czy naprawdę nie ma innego sposobu na uruchomienie jego silników? Dlaczego odrywacie maleństwo od matki kilka chwil po tym, jak zostało odłączone od jedynej mu znanej formy życia? Czy nie można wstrzymać się z tym mierzeniem, ważeniem, obracaniem na wszystkie strony, aby noworodek mógł nacieszyć się bliskością tego, co dało mu życie?
Dlaczego pozwalacie, aby dziecko zaraz po urodzeniu zapoznawało się z przemocą? Skąd wiadomo, że to dla niego dobre?
I dlaczego ukrywacie przed nim oznaki miłości?
Dlaczego uczycie dzieci wstydzić się i krępować swojego ciała oraz jego funkcji, przez to że, sami skrzętnie chronicie własne ciało przed ich wzrokiem i zabraniacie im dotykać się w sposób, który sprawia im przyjemność? Co im przekazujecie na temat przyjemności? I czego uczycie je o ciele?
Dlaczego wysyłacie dzieci do szkół, w których kładzie się nacisk na rywalizację, nagradza "najlepszych" i umiejących "najwięcej", gdzie wystawia się stopnie za "osiągnięcia" i nie uwzględnia indywidualnego tempa uczenia się? Jak dziecko ma to wszystko rozumieć?
Dlaczego nie uczycie dzieci o ruchu i muzyce, o radości płynącej ze sztuki, o tajemnicy baśni i cudzie życia? Dlaczego nie wydobywacie tego, co z natury tkwi w dziecku, a zamiast tego wtłaczacie w nie rzeczy mu obce?
Dlaczego nie rozwijacie logiki, myślenia krytycznego, twórczości, korzystania z intuicji i najgłębszych zasobów mądrości, a wpajacie im zasady, systemy i wnioski społeczeństwa, które nie potrafi pójść naprzód w oparciu o te metody, ale uparcie się ich trzyma?"
czwartek, 19 lipiec 2007
Obudź się!
Anthony DeMello, "Przebudzenie", rozdz. 1:
"Przebudzenie to duchowość. Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją śniąc. Nie budząc się zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiają się tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji. Mistycy, niezależnie od wyznawanej przez siebie doktryny, zgodni są co do tego, że wszystko, co nas otacza, jest takie, jakie być powinno. Wszystko. Cóż za przedziwny paradoks. Najtragiczniejsze jest jednak to, że większość ludzi nigdy tego nie jest w stanie zrozumieć. Nie są w stanie tego pojąć, gdyż pogrążeni są we śnie. Śnią sen prawdziwie koszmarny.
W ubiegłym roku oglądałem w hiszpańskiej telewizji pewną historyjkę o mężczyźnie, który pukając do drzwi pokoju swego syna wołał:
- Jaime, obudź się!
Syn w odpowiedzi: - Nie chcę wstawać, tato.
Poirytowany ojciec: - Wstawaj, musisz iść do szkoły!
Jaime na to: - Nie chcę iść do szkoły.
- Dlaczego? - pyta ojciec.
- Są trzy powody ku temu - stwierdził Jaime.
- Po pierwsze, bo tam jest potwornie nudno; po drugie, bo mi dzieciaki dokuczają, a wreszcie po trzecie, bo nienawidzę szkoły.
Na to ojciec: - To ja ci podam trzy powody, dla których powinieneś pójść do szkoły. Po pierwsze, bo to jest twój obowiązek; po drugie, bo masz czterdzieści pięć lat; i po trzecie, ponieważ jesteś dyrektorem szkoły.
Obudź się! Przebudź się wreszcie! Jesteś dorosły. Nie jesteś niemowlakiem, by cały czas spać. Obudź się! Porzuć swe zabawki. Pora wydorośleć.
Większość ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opuścić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówią prawdy. Jedyne, czego naprawdę chcą, to by naprawić im popsute zabawki. "Oddaj mi moją żonę". "Przyjmij mnie znowu do pracy". "Oddaj mi moje pieniądze". "Zwróć mi moją wcześniejszą reputację". Tego właśnie naprawdę chcą. Pragną, aby zwrócono im dotychczasowe zabawki. Tylko tego, niczego więcej. Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie bowiem jest bolesne i wymaga wyrzeczeń.
Przebudzenie, jak wiadomo, nie jest rzeczą najbardziej przyjemną. W łóżku jest ciepło i wygodnie, budzenie nas irytuje. I to jest powód, dla którego prawdziwy guru nigdy nie usiłuje ludzi budzić. Mam nadzieję, że okażę się na tyle mądry, by nie podejmować próby budzenia tych, którzy śpią. Naprawdę, nie moja to sprawa, że śpisz."
środa, 18 lipiec 2007
Nowe postanowienie
Neale D. Walsch - Rozmowy z Bogiem I:
"(...) Żyjesz swym złudzeniem i podsycasz swój strach, a wszystko to bierze się od zwątpienia w Boga.
A gdybyś podjął nowe postanowienie? Jaki byłby wynik?
Powiem ci: żyłbyś na podobieństwo Buddy. Jezusa. Każdego ze swych ukochanych świętych.
Ale nikt by ciebie nie zrozumiał, tak jak większości tych świętych. Ty próbowałbyś wytłumaczyć im, na czym polegają odczuwane przez ciebie spokój ducha, radość, wewnętrzne uniesienie, a oni słuchaliby, ale w gruncie rzeczy nic by nie usłyszeli. Staraliby się odtworzyć twoje słowa i dodaliby sporo od siebie.
Dziwiliby się, jak osiągnąłeś to, czego oni sami nie potrafią. I tak zrodziłaby się w nich zazdrość. Zawiść przerodziłaby się w złość, a w swym gniewie usiłowaliby ci wmówić, że to ty nie rozumiesz Boga. Staraliby się odebrać ci radość, a gdyby to się nie powiodło, w swej zajadłości nastawaliby na ciebie otwarcie. A gdybyś powiedział im, że to nie ma znaczenia, że nawet śmierć nie zakłóci twej radości ani nie zmąci twojej prawdy, z pewnością by ciebie zabili. Wtedy jednak, widząc, z jakim spokojem przyjmujesz śmierć, obwołaliby ciebie świętym i znów pokochali."
środa, 4 lipiec 2007
Sprzężenie zwrotne
- Chciałbym zobaczyć Boga.
- Właśnie teraz, w tej chwili, patrzysz na Niego - rzekł Mistrz.
- Dlaczego więc Go nie widzę?
- A dlaczego oko nie widzi siebie? - odparł Mistrz.
Później Mistrz wyjaśnił to w taki sposób:
- Prosić Boga, by objawił samego siebie, to tak jakby prosić nóż,
by siebie samego pokrajał, albo ząb, żeby ugryzł siebie samego.
---
Uczniowie wdali się w dyskusję nad jedną z sentencji Lao - tse:
Ci, co wiedzą - nie mówią; Ci, co mówią - nie wiedzą.
Kiedy nadszedł Mistrz, zapytali go, co właściwie znaczą te słowa.
Mistrz odpowiedział pytaniem:
- Kto z was zna zapach róży?
Znali wszyscy.
Wtedy powiedział im:
- Wyraźcie to w słowach.
Wszyscy umilkli.
niedziela, 1 lipiec 2007
Oswojeni buntownicy
"To był trudny charakter. Myślał i postępował w odmienny sposób niż my wszyscy. Wszystko podważał. Był buntownikiem, prorokiem, psychopatą czy bohaterem?
- Kto jest w stanie określić różnicę? - mówiliśmy. - A w końcu, komu na tym zależy?
Tak więc uspołeczniliśmy go. Nauczyliśmy go wyczucia opinii publicznej i cudzych sentymentów. Zdołaliśmy go ułagodzić. Zrobiliśmy z niego człowieka, z którym przyjemnie się żyło, doskonale zaadoptowanego. W rzeczywistości to, co zrobiliśmy, polegało na nauczeniu go życia zgodnego z naszymi oczekiwaniami. Uczyniliśmy go układnym i słodkim.
Mówiliśmy mu, że nauczył się kontrolować siebie samego i gratulowaliśmy mu tego osiągnięcia. A i on sam zaczął sobie tego gratulować. Nie mógł zobaczyć, że to my zdobyliśmy jego.
Jakiś potężny typ wszedł do zatłoczonego pomieszczenia i krzyknął:
- Jest tu facet, którego nazywają Murphy?! -
Podniósł się pewien mały człowieczek i rzekł:
- Ja jestem Murphy.
Potężny typ nieomal go nie zabił. Połamał mu pięć żeber, rozbił nos, podbił oczy i zostawił go jak szmatę na podłodze. Po czym wyszedł ciężko stawiając kroki.
Kiedy sobie już poszedł, spostrzegliśmy ze zdumieniem, że człowieczek śmiał się pod nosem.
- Ale nabrałem tego faceta - powiedział cicho. - Ja nie jestem Murphy! Cha, cha, cha!
Społeczeństwo, które oswaja swoich buntowników, zyskuje spokój, ale traci przyszłość."